To groźna choroba, ale tylko dla krów, kóz, owiec czy świń. Mowa o pryszczycy, której kolejne ogniska w ostatnich dniach pojawiły się na Słowacji. Cały czas na granicy polsko – słowackiej dyżurują służby, które w razie potrzeby kontrolują samochody przewożące żywe zwierzęta do Polski, a specjaliści radzą hodowcom, żeby uważać.
Nie kupować z nieznanego źródła zwierząt. Radzimy wyłożenie mat dezynfekcyjnych przed wjazdem czy wejściem na obór, zwracać uwagę na każdy podejrzany objaw u zwierzęcia. Przekazujemy te informacje za pośrednictwem poczty oraz robimy szkolenia – mówi powiatowy lekarz weterynarii z Nowego Sącza Włodzimierz Janczy.
Na granicy polsko - słowackiej w Piwnicznej-Zdój cały czas dyżurują pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Nowym Sączu i sprawdzają transporty samochody przewożące żywe zwierzęta. Stada, które zachorują na pryszczycę muszą, zostać wybite. To budzi ogromny niepokój wśród hodowców.
Moim zdaniem są bardzo wielkie obawy, jesteśmy przerażeni, że ta pryszczyca jest już tak blisko nas. Ja mam 45 sztuk bydła. Przede wszystkim jak najmniej obcych osób w moim gospodarstwie. Trzeba się zaopatrzyć w maty dezynfekujące. Nie wolno nikogo dzisiaj wpuszczać, a przede wszystkim skupujących cielęta, żeby ta zaraza po prostu nie przyszła do nas. Nie kupować zwierząt pochodzenia niewiadomego, bo to jest największym zagrożeniem — mówi Piotr Smaga, prezes Krajowego Związku Hodowców Bydła Czerwonego, który ma hodowlę była pod Limanową.
Tu warto dodać, że pryszczyca nie przenosi się na ludzi, ani na zwierzęta domowe, jak psy czy koty.
